ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

piątek 20 września 2019, Imieniny obchodzą: Renata, Filipina
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Zamieszanie z sześciolatkami

    Przez wiele miesięcy trwał ogólnopolski protest rodziców przeciw poprzedniej reformie edukacji. Akcja pod nazwą „Ratujmy maluchy” miała ratować sześciolatki przed koniecznością nauki w klasach pierwszych. Głównymi zarzutami organizatorów protestu wobec tamtej reformy były między innymi stwierdzenia, że szkoły są niedoinwestowane, klasy będą przepełnione, a dzieci zamiast bawić się, będą zmuszone do siedzenia w ławkach i gonienia programu.

    Rodzice zwracali uwagę na brak środków na przeprowadzenie reformy, brak odpowiedniego programu nauczania i nieprzygotowanie nauczycieli. Ministerstwo nie pozostało wówczas bierne wobec działań protestujących. Przeprowadzona została kampania przekonująca obywateli do zasadności wprowadzanych w reformie zmian. Powstał rozbudowany serwis internetowy, a w telewizji emitowano spoty informacyjne.

     


    Wszystko na nic. Nowy rząd zmienił bowiem przepisy i od nowego roku szkolnego wszystko ma wrócić do „normy“. Do pierwszych klas znów będą przyjmowane dzieci siedmioletnie. Sytuacja zmieniła się na tyle dynamicznie, że okazało się, że dzieci z rocznika 2010, które miały od września tego roku iść obowiązkowo do klasy pierwszej, teraz mogą albo zostać w zerówce w przedszkolu, pójść do zerówki do szkoły lub pójść do klasy pierwszej z dziećmi siedmioletnimi. Oczywiście decyzja spada na barki rodziców. Z zamieszaniem muszą sobie poradzić dyrektorzy szkół podstawowych, którzy muszą sprawić, aby klasy nie były przepełnione (limit dzieci w klasie to 25 osób). Natomiast dyrektorzy przedszkoli, jeśli w ich placówkach zostaną sześciolatki, będą musieli odmawiać przyjęcia do grup rodzicom dzieci trzyletnich. Końca problemów nie widać.


    – Mój syn cały rok był przygotowywany na to, że od września pójdzie do szkoły. Wiedział, że to  ostatni rok nauki w przedszkolu, że będzie chodził do nowej klasy, z nowymi kolegami. Okazuje się, że w pierwszej klasie może nie być już dla niego miejsca – komentuje pani Monika, mama sześcioletniego Kuby.


    Okazuje się bowiem, że dzieci, które poszły do szkoły jako sześciolatki, zamiast pójść do klasy drugiej,mogą powtarzać pierwszą klasę. Wielu rodziców deklaruje skorzystanie z takiej opcji. Wtedy dla kolejnych dzieci nie będzie miejsc w klasach pierwszych. Co wówczas mają zrobić szkoły podstawowe? Przepisy mówią jednoznacznie, że w klasie może uczyć się maksymalnie 25 osób. Wychodzi na to, że aktualnie w szkołach, w klasach pierwszych, nie ma miejsca na dzieci z rocznika 2010. Rozwiązaniem może być posłanie dziecka do klasy zerowej w szkole.


    – Posłanie dziecka do zerówki wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Dziecko ma okazję się rozwijać, a rodzice nie muszą się martwić, czy dla ich pociech znajdzie się miejsce w pierwszej klasie. Dla mnie jest to optymalna opcja. Podania do szkół można składać do końca marca. Mamy jeszcze kilka dni, aby się zastanowić i wybrać, co według nas jest najlepsze dla naszego dziecka – dodaje pani Monika.


    Wielu rodziców chce zostawić swoje sześciolatki w przedszkolach. Wówczas do placówek nie będzie można przyjąć nowych, trzyletnich przedszkolaków.
    – Na pewno nie zostawię dziecka kolejny rok w przedszkolu. Według mnie Kuba w szkole będzie miał większą szansę na rozwój, pozna nowych kolegów, nowe miejsce. Prędzej czy później musi pójść do szkoły i nie ma sensu na siłę odwlekać tej chwili. Jak dziecko jest gotowe, aby być uczniem, to należy mu dać taką szansę. Efekty trwającego eksperymentu na dzieciach można będzie ocenić dopiero z perspektywy kilku czy kilkunastu lat. To nie pierwsza reforma szkolnictwa w Polsce. Tym razem trafiło na nasze dziecko i jakoś trzeba sobie z tym poradzić – podsumowuje pani Monika.
    Magdalena Rademacher