ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

sobota 25 stycznia 2020, Imieniny obchodzą: Tatiana, Paweł
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Szczególny dzień dla bezdomnych

    14 kwietnia to Dzień Ludzi Bezdomnych. Zainicjowany został przez Marka Kotańskiego, twórcę stowarzyszenia „Monar” i „Ruchu Wychodzenia z Bezdomności Markot”.

    Czy w takim mieście jak Świdnik, bezdomność to problem zauważalny?
    – Schronisko, prowadzone przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta istnieje w naszym mieście od 2000 roku. Początkowo mieszkało u nas piętnaście osób, w tej chwili średnia liczba wynosi trzydzieści pięć osób – tłumaczy Mariusz Narodowiec, kierownik schroniska. – Są to głównie osoby kierowane do nas przez MOPS w Świdniku. Czterdzieści osób bezdomnych w tak małym mieście jak Świdnik to dużo. Poza tym przyjmujemy także panów z terenu całego województwa, a czasem i z innych części Polski. Przychodzą do nas czasem osoby z ulicy, które wcześniej do nas nie trafiały. Zjawia się człowiek i mówi, że nie ma gdzie spać ani co jeść. Może się wykąpać, dostanie obiad, czyste ubranie. Nie pytamy od razu, dlaczego przyszedł. Dopiero później, jak już udzielimy mu tej pomocy, rozmawiamy. Pytam, o jego dalsze plany. Czasem taka osoba zostaje, czasem jedzie dalej. Zasada jest jedna – jeżeli mamy komuś pomóc, to ta osoba musi być trzeźwa, nie ma od tej tego odstępstwa.
    Każda bezdomność to historia, za którą stoi człowiek. Zbyt często osoby bezdomne są zamykane w stereotypach, które stają się dla nich rodzajem więzienia. Przyczyn, dla których ktoś traci dach nad głową może być wiele.


    – Największym problemem jest choroba alkoholowa – przyznaje M. Narodowiec. – Ale ostatnio trafiło do nas trzech panów z eksmisji. Zmieniły się przepisy, teraz można eksmitować do schroniska lub noclegowni. Powód eksmisji? Ktoś nie płaci, bo nie ma, nie chce lub przeznacza te pieniądze na inny cel. Bywa też, że trafiają do nas osoby z domu dziecka, to są jednak sporadyczne sytuacje. Chłopak kończy 18 lat, nie może być w domu dziecka, dostaje wyprawkę, nie wie jak nią gospodarować, bo go tego do końca nie nauczono i trafia do schroniska.


    Jakie są największe problemy świdnickiego schroniska?
    – Naszą największą bolączką jest nasz dach. Sam budynek jest w dobrym stanie, został ocieplony z zewnątrz i otynkowany, w środku także przeprowadziliśmy remont, mamy nowe tapczany, szafki. Jak ktoś przychodzi do nas po raz pierwszy jest zaskoczony, że to wszystko tak dobrze wygląda. Jednak dach jest pokryty papą, próbujemy go na bieżąco łatać, ale wciąż coś przecieka. Chcielibyśmy pokryć budynek blachą, ale nas na to nie stać w tej chwili. Gdyby udało się nam pozyskać materiały budowlane, wymianę dachu przeprowadzilibyśmy własnymi siłami – mówi kierownik schroniska.


    W zimie w schronisku przebywało prawie pięćdziesięciu mężczyzn. Obecnie mieszka tam 43 panów.
    – Od kilku lat obserwujemy, że liczba mieszkańców w okresie wiosenno-letnim wcale tak drastycznie się nie zmniejsza – mówi Stanisław Kubiniec, prezes świdnickiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. – Nasze potrzeby zmieniają się wraz z porą roku. Liczymy więc na wsparcie mieszkańców miasta. Przyjmiemy lżejszą odzież męską, buty, artykuły spożywcze, środki czystości. Warto pamiętać, że my nie mamy żadnej taryfy ulgowej, wszystkie rachunki opłacamy sami.
    Mieszkańcy schroniska  wykonują różne prace porządkowe na terenie miasta. Pomagają także przy grabieniu liści i sprzątaniu terenu wokół  parafii NMP Matki Kościoła.


    Problem bezdomności nie dotyczy jednak wyłącznie mężczyzn.
    – Kilka osób zwracało się do mnie w sprawie utworzenia schroniska dla bezdomnych kobiet. Jest na to zapotrzebowanie w naszej okolicy, jednak uruchomienie takiego schroniska nie jest w tej chwili możliwe. Potrzebowalibyśmy nowego budynku, musielibyśmy opłacić pracowników, a to dodatkowy koszt, na który nas nie stać – argumentuje Stanisław Kubiniec.


    Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta prowadzi także kuchnię, która dziennie wydaje około 200 posiłków.
    – Na te darmowe „zupki” nie otrzymujemy żadnej dotacji, musimy sami pozyskiwać środki, bo przecież wsad do kotła musi być. Jednak od tych kilkudziesięciu lat naszego funkcjonowanie nie zdarzyło się, by ktoś odszedł od nas głodny – podsumowuje Stanisław Kubiniec.
    Katarzyna Gileta-Klępka