ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

sobota 25 stycznia 2020, Imieniny obchodzą: Tatiana, Paweł
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Chrzest i nadzieja

    W kwietniu obchodzimy 1050-lecie chrztu Polski. Chrzest zapoczątkował proces chrystianizacji ziem polskich. Przyjęcie przez księcia Mieszka I sakramentu traktuje się jako symboliczne wydarzenie, które było początkiem państwa polskiego i polskiego kościoła katolickiego.
    Ks. Leszek Surma: Chrzest Polski może być rozpatrywany w wielu płaszczyznach. W kategorii religijnej, politycznej, kulturowej. Na tereny zarządzane przez Mieszka wcześniej, przed 966 rokiem, dochodził głos chrześcijaństwa. Mieszko zdawał sobie sprawę z różnic istniejących wówczas pomiędzy rozwiniętymi, chrześcijańskimi państwami zachodniej Europy, a księstwami na terenie ziem, którymi władał. Różnice te dotyczyły poziomu rozwoju, wiedzy, kultury, sposobu funkcjonowania władzy itp. Występujące dysproporcje powodowały potrzebę działań. Mieszka nikt nie zmuszał do przyjęcia chrztu. Chrzest przyjmuje dobrowolnie i świadomie. Jak zauważają historycy, od tego wydarzenia pogłębia się świadomość narodowa i państwowa, dlatego mówimy, że jest to początek naszej państwowości. Proszę zauważyć, że pięćdziesiąt lat temu, kiedy obchodzono tysiąclecie chrztu, to nawet ówczesne władze komunistyczne musiały uznać datę chrztu za początek państwa polskiego.


    Bardzo szybko pojawiły się pozytywne efekty przyjęcia chrztu. Stworzono państwo ponadplemienne, nastąpiło zjednoczenie ludzi poprzez wiarę w jednego Boga, umocniono kraj poprzez organizację kościelną.
    – Dzięki przyjęciu chrztu społeczeństwo na ziemiach Piastów zaczęło się konsolidować. Zaczęła się rodzić świadomość państwowości, to początek rodzenia się Kościoła na tych ziemiach, a jednocześnie jest to włączenie tych ziem do nowoczesnego świata europejskiego – z humanizmem chrześcijańskim, z uniwersytetami, z kulturą świata zachodniej Europy. Chrzest Mieszka i związane z nim późniejsze skutki społeczne, kulturowe są jednym z najważniejszych wydarzeń w historii narodu polskiego.
    Jeśli chodzi o aspekt religijny chrzest był otwarciem się na chrześcijaństwo. Był początkiem chrystianizacji naszych ziem. To było otworzenie się na Dobrą Nowinę, którą przyniósł Jezus Chrystus – nie tylko Żydom, ale również poganom. Przecież w tamtym czasie nasze ziemie były terenami pogańskimi.


    Rozwój gospodarki, kultury spowodował, że staliśmy się jako państwo potęgą europejską. Rzeczpospolita stała się obrońcą wiary chrześcijańskiej w Europie. Apogeum tych działań to wojny z Turcją, wiedeńska odsiecz króla Sobieskiego.
    – Kultura inspirowana przez chrześcijaństwo została wtedy ocalona. Gdyby stało się inaczej, najprawdopodobniej w tym rozwoju byśmy się cofnęli.


    W kolejnych wiekach nasz kraj miał problemy w postaci zaborów, ekspansji innych państw, w postaci upadku państwowości. Wtedy to wiara chrześcijańska pozwoliła przetrwać naszemu narodowi ten trudny czas. Wiara dawała siłę, nadzieję, inspirowała.
    – W zdecydowanej mierze religia katolicka pomogła przetrwać świadomości narodowej podczas zaborów. Chrześcijaństwo było nośnikiem wartości narodowych. W czasach powojennych XX wieku ostojami wolności w Polsce były też kościoły i wspólnoty religijne. Próbowano ten fakt umniejszać, przemilczać. Ta teza umniejszania znaczenia nie obroniła się przed faktami, przed historią, która wyraźnie o tym mówi.


    Hasłem jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski są słowa „Gdzie chrzest tam nadzieja”.
    – Włączeni w Chrystusa przez chrzest mamy perspektywę życia wiecznego. Nadzieja na życie wieczne, którą daje chrzest, powinna również rodzić naszą nadzieję na lepsze dzisiaj. Niebo czy piekło nie zaczyna się gdzieś, kiedyś. Tu, na ziemi, my jesteśmy albo przedsionkiem nieba, albo piekła. Perspektywa życia wiecznego obliguje każdego wierzącego do odpowiedzialnego życia i do odpowiedzialności za doczesność, w której żyje. Myślę, że warto podkreślić, w perspektywie naszych obecnych, bardzo smutnych, „wojen polsko-polskich” to, że chrzest włącza do wspólnoty i każdy ochrzczony, od tego momentu, staje się odpowiedzialny za jej budowanie. Najważniejszym przykazaniem chrześcijanina jest przykazanie miłości. Z niego bezpośrednio wynika niesienie światu chrystusowego pokoju, a pokój nie dzieli lecz łączy. Chyba o tej powinności trochę zapomnieliśmy. Chrześcijaństwo jest osobistym wyborem człowieka, ale w perspektywie tego wyboru wybieramy wspólnotę. Zbawienie dokonuję się w człowieku żyjącym we wspólnocie. Powtarzając hasło „Gdzie chrzest  tam nadzieja”, trzeba mówić też o nadziei na budowanie wspólnoty. Przyjęcie chrztu przez człowieka obliguje również do tworzenia wspólnoty narodowej, która obok rodziny jest naturalną ludzką wspólnotą. Jeżeli chrześcijanin nie buduje wspólnoty, jeżeli nie wnosi pokoju do większego czy mniejszego świata, w którym żyje, niezależnie, czy jest duchownym czy świeckim, jeżeli nie łączy, a dzieli ten świat – sprzeniewierza się przyrzeczeniom Chrztu świętego. Jeżeli w naszym polskim świętowaniu zabraknie tego wymiaru, Wielki Jubileusz zamieni się w wielkie odtrąbienie kolejnej rocznicy, w kolejne bezrefleksyjne święto, z którego niewiele wyniknie. Obserwując uroczystości w Gnieźnie i Poznaniu, ale też lokalne wydarzenia związane z 1050 rocznicą Chrztu Polski, odczuwałem polską tęsknotę za byciem razem. Myślą, że większość z nas też to czuła. Warto, by je usłyszeli również ci, których słuchanie jest powinnością jednakowo ważną jak mówienie.


    W naszym mieście obchodziliśmy rocznicę chrztu Polski w dwu różnych terminach…
    – Może to świadczyć o wielkości wydarzenia, na którego świętowanie potrzeba dwóch różnych terminów, jak Pan to ujął. Organizatorami były dwa różne podmioty samorządowe. Oficjalnie brzmiało to: jedni rozpoczęli, drudzy zakończyli. Adresatem tego pytania ja nie jestem, więc nie mogę na nie odpowiadać.  


    Rocznica chrztu Polski jest świętowana tylko przez chrześcijan?
    – Rocznica chrztu Polski jest świętem wszystkich Polaków. Dla chrześcijan to święto ma aspekt religijny, dla niewierzących Polaków ten aspekt jest obcy. To oczywiste. Wierzący i niewierzący tworzymy jeden Naród, żyjemy w tym samym państwie. Jest to święto nas wszystkich, wszystkich Polaków, niezależnie kto z nas jaki światopogląd wyznaje. Wszyscy jednak, w imię prawdy historycznej, musimy uznać nasze wspólne pochodzenie, z czego wyrośliśmy, co nas kształtowało, co dawało nam siłę do przetrwania. Nie możemy zapominać o naszym „dzisiaj”. Jak by to nie zabrzmiało, dzielą nas tylko poglądy, łączy coś, co jest ponad nimi: Polska, za którą bierzemy razem odpowiedzialność. To nie patetyczne hasło, ale powinność naszego pokolenia, powinność z której będziemy rozliczeni – niezależnie jak kto myśli – jedni przez Boga, inni przez historię. Bóg i historia nie znoszą tzw. „lekkości bytu”. Ja ciągle wierzę w człowieka, choć to wiara nie łatwa.
    Dziękuję za rozmowę.
    Andrzej Wiśnioch