ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

sobota 25 stycznia 2020, Imieniny obchodzą: Tatiana, Paweł
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Pielgrzymkowy czas refleksji

    Lubelska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę to wydarzenie, które od dziesiątków lat mobilizuje tych, którzy chcą przeżyć szczególne rekolekcje w drodze. W czasie jej trwania można połączyć trudy marszu z modlitwą w niezliczonych intencjach. W tym roku pielgrzymi wyruszyli już trzydziesty dziewiąty raz. W tym roku przyświecało im hasło „W szkole Matki Bożej Fatimskiej”. Hasło to jest nawiązaniem do przypadającej w tym roku 100 rocznicy Objawień Fatimskich.


    Anna Włosek, rodowita świdniczanka, która od lat pielgrzymuje do Częstochowy opowiada o trudach pielgrzymowania, wsłuchiwaniu się w samego siebie i poszukiwaniu prawdy, walce z własnymi słabościami oraz o duchowej pomocy na szlaku. Rozmawia Andrzej Wiśnioch.


    Jesteś wśród tej grupy osób, którzy nie raz pielgrzymowali pieszo na Jasną Górę. Jak to twoje pielgrzymowanie się zaczęło?
    – Na pielgrzymki zaczęłam chodzić w liceum. Pierwszy raz do Częstochowy poszłam z mamą i siostrą. Moja mama była tą osobą, która wzbudziła we mnie chęć pielgrzymowania. Później, gdy już byłam na studiach także chodziłam na pielgrzymki. Nie tylko do Częstochowy, ale też do Wilna i Wąwolnicy. Tak to się zaczęło i trwa. Nie co rok, ale wracam do tego, kiedy pojawia się we mnie znów to pragnienie.


    Również w tym roku wyruszyłaś na pielgrzymi szlak.
    – Tak, z uwagi na moją pracę mogłam być na pielgrzymce niestety tylko kilka dni. Mimo tak krótkiego czasu czuję, że to moje pielgrzymowanie zostawiło we mnie dobry „ślad”. Wspominam zasłyszane konferencje, słowa, które dotknęły moje serce i kazały mi się zastanowić nad moim przeżywaniem wiary. Pamiętam rozmowy na szlaku i piękne pieśni, którymi zachwyciłam się w drodze. Uśmiechnięte twarze ludzi, którzy żegnali nas i błogosławili nam na drogę.


    Co zafascynowało cię w pielgrzymkach?
    – Chodziłam z różnymi grupami i wiem, że każda ma swoją specyfikę. Ja odkryłam, że lubię atmosferę w grupach tak zwanych „namiotowych”, w których wszyscy pielgrzymi śpią w namiotach, nie w domach u osób przyjmujących pielgrzymów. Dla wszystkich są wtedy jednakowe warunki. Nie ma porównywania, kto miał lepszy nocleg, bardziej gościnnych gospodarzy. Po przyjściu na miejsce trzeba po prostu zabrać się za rozbijanie namiotu. Jest w tym równość, jedność, która mi się podoba.
    Niektórzy pójście na pielgrzymkę planują przez miesiące, inni spontanicznie podejmują taką decyzję.
    – Tak. Z tym bywa różnie. Duch Święty działa na różne sposoby, ale jak widać, skutecznie.


    Dlaczego ludzie chodzą na pielgrzymki?
    – Odpowiedź pozornie łatwa, wcale nie jest oczywista. Dla każdego jest inaczej, każdy wchodzi w tę rzeczywistość jako jedyna, niepowtarzalna osoba, ze swoimi problemami, bagażem życiowym, troskami, intencjami swoimi lub innych. Ważna jest intencja, czyli to po co tak naprawdę chcę wyruszyć? W tym roku usłyszałam wypowiedź jednego z uczestników. Powiedział: - Choć straciłem wiarę dwa lata temu, idę, bo lubię tę atmosferę i chcę się przejść z wami. Nie możemy oceniać intencji. Nigdy nie wiemy, co może wydarzyć się przez te kilka dni. Jakie Słowo dotknie nas, sprawi, że na nowo powrócimy na drogę wiary, nawrócimy się, co przecież dotyczy każdego z nas, zawsze na nowo. Ważny jest ten nasz wewnętrzny wysiłek i poszukiwanie.

     


    Dla pielgrzymów czas pielgrzymowania to czas zupełnie inny niż codzienność.
    – O tak. Oczywiście, jest to oderwanie się od codzienności. Fizyczne, ale też duchowe. Pokonywanie kolejnych etapów jest niesamowitym czasem dającym możliwości wsłuchania się w siebie i wewnętrznego dialogu z Bogiem. Zadawania Bogu pytań. Wsłuchiwania się i szukania odpowiedzi. Na pielgrzymce codziennie jest też wspólna modlitwa i Eucharystia. Można powiedzieć, że jest to swoista szkoła modlitwy.


    Pielgrzymi tworzą pewną społeczność.
    – W miarę upływu dni i pokonanych kilometrów coraz bardziej związuje się pewna wspólnota. To daje poczucie jedności. Wspólne posiłki, wspólne modlitwy, wspólny wysiłek, rozmowy. To wszystko zbliża ludzi do siebie. Otwiera nas. Ważne jest to, że idziemy w jednym kierunku, mamy wspólny cel. Nikt nie jest doskonały ani jako człowiek, ani jako wierzący. Ważne jest dla mnie to poszukiwanie prawdy, ta chęć dążenia do zrozumienia siebie, do nawracania swojego serca.


    Pielgrzymi doświadczają także chwil zwątpienia.
    – Bywają chwile załamań, w których to chwilach wydaje się, że nie ma się dostatecznych sił fizycznych na pokonywanie trudów pielgrzymki. To normalne. To nie jest tak, że wszystko nam się udaje w czasie drogi. Jesteśmy zmęczeni. Bywają dni, kiedy wydaje się, że nie da się rady pokonać kolejnego odcinka drogi. Na szczęście te chwile mijają. Czasem człowiek jest w stanie sam uporać się ze swoimi słabościami, czasem udaje się to mu dzięki pomocy innych. Ta pomoc innych może czasem być tylko dobrym słowem, gestem, wspólną modlitwą. To wystarczy.


    Jak zachęciłabyś Czytelników do podążania pielgrzymim szlakiem?
    – Mogę powiedzieć, że warto pielgrzymować. Każdy jednak musi być przekonany sam wewnętrznie co do decyzji wyruszenia w tę trudną drogę. Tu nie może być nic na siłę. Myślę, że warto zachęcać innych do pielgrzymowania. Jest to naprawdę czas szczególny dla człowieka i nigdy nie wiemy, co tak naprawdę tam dostaniemy w darze od dobrego Boga. Trzeba po prostu ruszyć.


    Dziękuję za rozmowę.
    Andrzej Wiśnioch