ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

sobota 25 stycznia 2020, Imieniny obchodzą: Tatiana, Paweł
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Wiedział, nie powiedział

    Świdnik obiegła informacja, że zaskarżono do sądu wybór trzech członków Rady Nadzorczej Świdnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Pierwsza rozprawa już się odbyła. Co ciekawe nie wiedziała o niej ani rada nadzorcza, ani osoby, których zarzuty dotyczą. O sprawie rozmawiamy z przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku Konradem Sawickim.


    Podobno do sądu wpłynął pozew przeciwko Spółdzielni Mieszkaniowej. Czego on dotyczy?
    Faktycznie taki pozew wpłynął. Z naszych informacji wynika, że został złożony w lipcu lub we wrześniu 2017 r. Sugeruje się w nim, że troje z aktualnych członków rady nadzorczej zostało wybranych nieprawidłowo. Marcie Krawczyk zarzucono, że łamie zakaz prowadzenia działalności konkurencyjnej wobec spółdzielni, Andrzejowi Kukawskiemu, że pracuje w urzędzie miasta i uczestniczy w postępowaniach dotyczących spółdzielni, a Karolowi Łukasikowi, że nie był uprawniony do startu w wyborach do rady nadzorczej z osiedla nr 2.


    Te zarzuty brzmią poważnie.
    Być może i brzmią poważnie, natomiast nie mają pokrycia w faktach. Według mnie są one absurdalne, całkowicie nietrafione i mogą wskazywać jedynie na złą wolę tych, którzy pozew składali. Takie działanie odbieram jako zwykłą próbę siania zamętu w spółdzielni i utrudniania pracy. Pamiętajmy, że Marta Krawczyk była już w radzie nadzorczej i wtedy zajmowała się zawodowo tym samym co aktualnie. W tamtym czasie zarówno zarząd, jak i prawnik zatrudniony w spółdzielni nie widzieli żadnych problemów i to jest na piśmie. Również problemów nie widziała rada nadzorcza, która przecież wiedziała czym zajmuje się Pani Krawczyk i mogła ją zawiesić, a tego nie zrobiła. Dlaczego? Bo nie ma do tego powodów. W przypadku Pana Kukawskiego nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy jego pracą w urzędzie miasta a członkostwem w radzie. Jest on pracownikiem wydziału, który nie wydaje decyzji dotyczących spółdzielni. Co ciekawe, w pozwie nie podano żadnych przykładów jego działalności, która miałaby szkodzić pracy w radzie. To wszystko jest pisane palcem na wodzie. Takie zarzuty odbieram jedynie jako próbę skłócania spółdzielni z instytucjami samorządowymi, a tego przecież nikt nie chce. Co do Karola Łukasika, to jest on właścicielem nieruchomości w osiedlu nr 2. Na podstawie tego prawa własności, jest członkiem spółdzielni, a każdy członek spółdzielni może startować w wyborach do rady – o tym mówi ustawa i to jest bezdyskusyjne. Z którego zatem osiedla miał startować, jeśli nie z tego, w którym posiada nieruchomość? Zarzuty wobec niego są całkowicie chybione.


    Brzmi przekonująco. Tylko czy grupa spółdzielców mogła się aż tak pomylić?
    O jakiej grupie pan mówi?


    Podobno to grupa mieszkańców złożyła pozew.
    To nieprawda. Pozew został złożony przez dwie nieprzypadkowe osoby: Stanisława Blicharza i Zygfryda Juszczyńskiego, czyli byłych członków rady nadzorczej. Żyjemy w kraju demokratycznym i do sądu może iść każdy. Jednak ci panowie nigdy nie ukrywali, że obecny skład rady im nie pasuje i pokazują to na wszystkie możliwe sposoby. Złożenie pozwu przez tych dwóch panów mogę skomentować krótko – maski opadły. Pan Blicharz od dawna starał się utrudnić życie pani Marcie Krawczyk. To na jego wniosek powołano komisję, która miała zbadać czy praca zawodowa pani Krawczyk nie koliduje z jej członkostwem w radzie. Komisja nie wskazała żadnych nieprawidłowości dotyczących jej działalności i co najważniejsze – nie stwierdziła kolizji pomiędzy pracą pani Krawczyk, a jej członkostwem w radzie. Według mnie pan Blicharz mógł złożyć pozew jako chęć odwetu. Sam w czerwcu startował do rady nadzorczej i nie wszedł do niej, spółdzielcy go nie wybrali. Przegrał właśnie z Martą Krawczyk. Jeśli pani Krawczyk utraciłaby swoją funkcję, to pan Blicharz zająłby jej miejsce. Oto cała tajemnica. Pan Zygfryd Juszczyński to też „stara gwardia” rady. Już w poprzedniej kadencji zasłynął z tego, że wychodził z inicjatywą zwoływania posiedzeń rady nadzorczej jedynie po to, aby jej członkowie mogli pobrać wynagrodzenie, a także popierał przyznawanie zarządowi comiesięcznych, liczonych w tysiącach złotych premii, bez żadnego uzasadnienia. Podpisując się pod pozwem udowodnił wszystkim spółdzielcom, o co faktycznie walczy.


    Czy wszystkie te wątpliwości zostały wyjaśnione podczas pierwszej rozprawy?
    Tego nie wiemy. Rada nadzorcza i osoby, których pozew dotyczy, dowiedziały się o szczegółach sprawy dopiero 30 stycznia 2018 r. czyli ponad 3 miesiące po dostarczeniu dokumentów do spółdzielni i ponad miesiąc po pierwszej rozprawie.


    Jak to możliwe, że ani rada, ani trzy osoby, których wybór został zaskarżony nie wiedzieli o niczym?
    Fakty są takie, że zarząd spółdzielni co najmniej od października wiedział, że pozew wpłynął do sądu. Natomiast jego członkowie uznali, że nie trzeba o tym informować rady nadzorczej. W oficjalnym stanowisku prezesi napisali, że sprawę opisała jedna z lokalnych gazet więc rada powinna o tym wiedzieć. Gazeta jako kanał komunikacji na linii zarząd – rada nadzorcza? To jest absurdalne. Jeszcze gorsze jest to, że zajmowano stanowisko w sprawach pani Krawczyk oraz panów Kukawskiego i Łukasika, a następnie przedstawiano je w sądzie bez rozmowy z nimi. Jak można zajmować stanowisko w kwestiach na temat, których nie ma się pełnych informacji i do tego bez wiedzy osób, których sprawa dotyczy? Zastrzeżeń można mieć wiele. Wątpliwości jest jeszcze więcej.


    Jakie jest stanowisko rady nadzorczej w tej sprawie?
    Nie może być naszej zgody na takie praktyki. Spółdzielnia musi działać w sposób przejrzysty na każdym poziomie jej funkcjonowania. Teraz widać gołym okiem, że nie zawsze tak jest. My jako rada nadzorcza nie zejdziemy ze ścieżki naprawy tej sytuacji. A co do pozwu? Jestem pewien, że jest bezzasadny i myślę, że potwierdzi to sąd.
    Rozmawiał Tomasz Gekon