ŚWIDNIK · MEŁGIEW · PIASKI · TRAWNIKI        GAZETA BEZPŁATNA

środa 16 stycznia 2019, Imieniny obchodzą: Marceli, Włodzimierz
  • Strona główna
  • Zasięg
  • Redakcja
  • Reklama
  • Napisz do nas
  • Archiwum
  • Moją pasją jest muzyka

    Marzena Goc, dyrygentka chóru „Salve Regis” działającego w parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Świdniku opowiada o działaniach i planach świdnickiego chóru. Za swoją pracę i pasję została nagrodzona Złotą Odznaką Honorową Polskiego Związku Chórów i Orkiestr.

     

    Andrzej Wiśnioch: Jest Pani rodowitą świdniczanką. Pani aktywna działalność związana z chórami, z kulturą jest znana miłośnikom śpiewu. Od niedawna Pani działalność zaczęła również wiązać się z naszym miastem.

    Marzena Goc: Tak, jestem rodowitą świdniczanką, mieszkam w Świdniku i skończyłam szkołę muzyczną w naszym mieście. Jestem absolwentką Instytutu Muzykologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Mam specjalizację dyrygencką. Rzeczywiście od czterech miesięcy moje działania związane z dyrygowaniem łączą się ze Świdnikiem, a to za sprawą objęcia przeze mnie kierownictwa nad chórem „Salve Regis”.

     

     

    Pani zamiłowanie do dyrygowania rozwinęło się na studiach, czy był to efekt Pani wcześniejszych zainteresowań śpiewem?

    Wcześniej nie miałam związków z chórami, nie śpiewałam też w chórze. Stopniowo w czasie studiów coraz bardziej interesował mnie i podobał mi się ten rodzaj specjalności muzycznej. Podczas studiów zaczęłam współpracować ze „Słowikami Lubelskimi”, chórem chłopięcym działającym przy Wojewódzkim Ośrodku Kultury. Uczyłam w tym chórze poszczególne głosy, czyli pełniłam rolę korepetytora. Wtedy zaczęła się moja chóralna przygoda.

     

    Rozwijające się zainteresowania stawiały coraz to nowe wyzwania i pytania o dalszy wybór drogi artystycznej?

    Moim pierwszym dużym wyzwaniem, był wyjazd ze „Słowikami” do Niemiec na międzynarodowy festiwal. Tak się złożyło, że dyrygent, pan Bronisław Mikita, był chory i ja dyrygowałam zespołem. Było to dla mnie ciekawe i jednocześnie bardzo trudne oraz wymagające doświadczenie. Z czasem moim marzeniem stało się założenie chóru młodzieżowego, licealnego. Z taką nadzieją podjęłam się w 2006 roku prowadzenia chóru „Amabile” w szkole średniej w Lublinie, w ramach ogólnopolskiego programu rozwoju chórów szkolnych „Śpiewająca Polska”. Wtedy zaczęłam też prowadzić muzyczno-pedagogiczną działalność w Bełżycach. Tam w 2009 roku założyłam i prowadzę do dzisiaj chór „Gaudeamus” o głosach równych. Znaczy to, że śpiewają w nim dziewczęta i chłopcy przed mutacją. Prowadzę też zajęcia z młodszymi dziećmi w szkole podstawowej. Jako korepetytor współpracowałam także z lubelskim chórem dziewczęcym „La Musica”, podobnie z licealnym chórem „Kantylena”. Od kilkunastu lat chóralistyka w wersji dziecięco-młodzieżowej jest wyróżnikiem mojej pracy.

     

    Jakie cele, Pani zdaniem, powinny być realizowane przez chór, aby mógł on dobrze funkcjonować?

    Działalność chórów wyznaczają trzy główne cele. Po pierwsze artystyczny, czyli nauka wielogłosowego zespołowego śpiewu i prowadzenie działalności koncertowej. Po drugie wychowawczy, czyli kształtowanie postaw i stworzenie zintegrowanej grupy osób. Trzeci cel jest społeczny wiążący się ze służebnym odpowiadaniem na potrzeby środowiska lokalnego.

     

    Z takim doświadczeniem chóralnym, młodzieżowo-dziecięcym pojawiła się Pani w Świdniku. Stało się to za sprawą Agaty Szlązak, która zaproponowała Pani prowadzenie chóru „Salve Regis”.

    Tak. Od czterech miesięcy jestem dyrygentką chóru „Salve Regis”. Chór ten jest wokalnie i repertuarowo przygotowany przez założycielkę Agatę Szlązak. Jest to chór kościelny, więc trzeba patrzeć na niego przez pryzmat rzeczywistości wiary. Chórzyści tworzą pewną wspólnotę modlitewną i formacyjną. Jako chór mamy odpowiadać na potrzeby parafii, bo przy niej funkcjonujemy. To podstawowy kierunek naszych działań. Muzyka chóralna „współtworzy” liturgię i ma być przestrzenią modlitwy. Treść pieśni, hymnów czy ostinat, które wykonujemy to przecież słowa z Pisma Świętego, teksty liturgiczne czy modlitwy świętych. Śpiewy podczas Mszy św. to nie występy czy koncerty to raczej świadectwo wiary. Te cztery miesiące z „Salve Regis” są dla mnie ważnym czasem. 

     

    Jakimi słowami można określić Pani wizję prowadzenia chóru „Salve Regis”? 

    Chcę nie tyle autorytatywnie prowadzić i decydować w sprawach chóralnych czy realizować swoje „głody” muzyczno-artystyczne, ale słuchać i odpowiadać swoimi działaniami na wielorakie zapotrzebowanie chórzystów, parafii i środowiska. Jednakowo ważny jest na przykład dobór repertuaru, koncerty poza parafią jak również życie towarzyskie chórzystów. Spotykamy się na próbach dwa razy w tygodniu po dwie godziny. To czas na rozwój wokalny, zespołową pracę, modlitwę śpiewem i doświadczenie wspólnoty. Ciągle intensywnie pracujemy przygotowując się także do koncertów w naszym mieście.

     

    Chór jest grupą osób o różnych charakterach, emocjach, umiejętnościach. Efektywne pogodzenie tego wszystkiego nie jest chyba łatwą sprawą dla dyrygenta?

    Dla mnie prowadzenie chóru to jest też niesamowita nauka. Ciągle aktualne są pytania: jak kierować grupą?, jak być „przewodnikiem”? jak dorastać do tego?. „Uczę” się chóru, obserwuję, słucham podpowiedzi ze strony chórzystów. Mam świadomość tego, że każda zmiana dyrygenta jest dla zespołu trudnym momentem. Zwłaszcza dla chóru z pewnym doświadczeniem, które zawsze jest nacechowane osobowością poprzedniego dyrygenta. Potrzeba, aby dyrygent był skoncentrowany na zadaniach, ale też i na ludziach. Powinna być zachowana równowaga w tych elementach.

     

    Co daje śpiewanie w chórze?

    Osoba, która chciałaby przyjść do chóru powinna odrzucić schematy, często mylące wyobrażenia o chórze. Myślę, że chóry są miejscem, które rozwija w wielu kierunkach. W dziedzinie muzycznej, społecznej i emocjonalnej. Kształtują głos, wrażliwość, panowanie nad ciałem. Uczą poznawania siebie, uczą pracy w grupie. To lekarstwo na indywidualizm. Okazja do zobaczenia tego, że nie jest się „pępkiem świata”, że trzeba się dostosować, zdyscyplinować, aby wypracować wspólny efekt.

     

    Czy ma Pani swojego mistrza, autorytet, który wpłynął na Panią i Pani artystyczny świat?

    Do takich osób należy profesor Grzegorz Pecka, dyrygent akademickiego chóru KUL. Podczas studiów uczył mnie dyrygowania. Drugą osobą jest moja koleżanka, Marina Szutowicz, Polka pochodząca z Białorusi. Spotkałam ją na studiach. Od niej nauczyłam się wielu rzeczy technicznych, ekspresyjnych związanych z dyrygowaniem. Obecnie, na tym etapie, wiedzę, umiejętności, inspiracje staram się czerpać przyglądając się działalności innych dyrygentów i chórów, a także osób, które znam i które spotykam w swoim życiu.

     

    Co Pani uważa za największy sukces w swojej aktywności?

    Myślę, że dużym sukcesem jest to, że te chóry trwają, działają, rozwijają się i zarażają muzyką oraz śpiewem. Wiele czynników musi współgrać, aby zebrała się grupa ludzi, z której z czasem powstaje świadomy chór. Cieszy mnie to, że słuchacze chcą słuchać chórów, że jesteśmy zapraszani na różne wydarzenia i to już jest duża nagroda dla pasjonatów śpiewania. Liczę na dalsze, dobre wydarzenia związane z chórem „Salve Regis”, na dobre występy, na możliwość pokazania efektów pracy chórzystów świdniczanom.

     

    Jakie ma Pani plany na najbliższe miesiące dotyczące chóru „Salve Regis”?

    Moje plany to słuchać Ducha Świętego. Rozpoznawać to, w jakim kierunku będzie nas kierował jako wspólnotę modlitewną, liturgiczną, a nie tylko jako grupę ludzi o wspólnych muzycznych zainteresowaniach, jak odpowiadać na potrzeby parafii i środowiska. Skoro Duch Święty dał taką inicjatywę i poruszenie Agacie Szlązak, która utworzyła ten chór, skoro dał przychylność ks. proboszcza Andrzeja Kniazia i ks. proboszcza Leszka Surmy, skoro czuwał tyle lat nad tym zespołem to myślę, że też ma dalsze plany co do jego przyszłości. Ciągle doświadczam Jego małych, cichych cudów i widzę, że to nie ja „prowadzę” kościelny chór. Swoje działanie Duch potwierdza między innymi naszą jednomyślnością. To Jego pomysł, że tutaj jestem, z czego jestem bardzo zadowolona i coś czuję, że ten wywiad to też Jego pomysł... 

    Dziękuję za rozmowę